Album
Nayanki tak mnie natychał, tak korcił, że wreszcie odważyłam się ruszyć moje
najukochańsze znaczki. I choć podróże akurat moją domeną nie są (znam, lubię, jestem w nich niezła, rzadko praktykuję ;) ) to efekt albumowy relacji z ostatniej większej mocno mnie rozradował. Mam nadzieję, że rozraduje i Nayankę, która zapaloną
podróżniczką jest :)

Zabawa ma się ku końcowi i mocno nabiera tempa - już zacieram rączki na myśl o tym, że niedługo dorwę
swój album :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz