sobota, 2 sierpnia 2008

WAC t.III - zajawka...

Wędrujące albumy spodobały nam się tak bardzo, że choć pierwsze jeszcze nie skończyły swojego biegu to już ruszyły kolejne dwie tury. Ja biorę udział w trzeciej. Bawi się nas dziewięć sztuk, na uzupełnienie każdego albumu mamy max 3 tygodnie. Mimo wszystko (czytaj - choć będziemy się starały uzupełniać terminowo) daje to ok pół roku. A że doświadczenie czegoś nas jednak uczy wiemy już, że... w zasadzie nie wiadomo, kiedy albumy do nas powrócą :)

I dlatego - zajawka mojego. Dla połechtania. Dla smaku. Dla pewności, że on jest :)

piątek, 1 sierpnia 2008

Tylko bez głupich myśli! ;)



To tylko moja alokazja postanowiła zakwitnąć! Ona jest chyba niezniszczalna - od czasu gdy ją mam została zamrożona (podróż przez miasto tramwajami w 25-stopniowym mrozie), zasuszona (pół roku niepodlewania!), niemal wyrzucona (po pół roku stwierdziłam, że nic innego mi nie pozostało), cudem ocalona (bo jej bulwy wyglądały jak mandragory), ponownie zasadzona (cudnie odrosła), połamana (chciałam dobrze, serio... robiłam jej prysznic i jakoś tak...). A ona po tym wszystkim, choć jest niemal łysa (ale nowe listki też puszcza) postanawia mnie nagrodzić pąkiem (nie piszę kwiatem, bo nie wiem co mogę jej przez przypadek zrobić do tego czasu :( ). To chyba jest przyjaźń...








PS. Chciałabym tylko podkreślić, że naprawdę nie jestem zawodową dręczycielką roślin. Tylko do tej jednej mam takiego pecha.

czwartek, 31 lipca 2008

Bolero!

Pierwsze ever, które będę nosiła - wiem to. Jest supermiłe i superwygodne. I fantastycznie się sprawdza jako osłaniacz ramion do biura :)









Model 22 z Sabriny 2/2008. Dla chętnych opis w SEGREGATORZE
Włóczka Elian Sissy, jakieś 150g, druty 3,0. Próbka wzoru na bluzkę już jest, więc jest szansa, że bliźniak jednak powstanie ;)

Dobra, koniec pisania - Roodzik czeka na posta ;)

środa, 30 lipca 2008

Jak byłam mała...

...no, bądźmy szczerzy, mniejsza niż teraz prawie nigdy nie byłam ;) Ale jak byłam młodsza, tak pod koniec podstawówki, to bawiłam się w robienie biżu. Wybierałam się do PLSP i własna biżu była w związku z tym niemal konieczna ;)

Dziś u Mamy znalazłam takie np. klipsy. Nierówne jak sto pięćdziesiąt, zrobione ze zwykłego alu-drucika ale moje. Całkiem. Bo nigdzie niepodpatrzone wykiełkowały same w mej łepetynce.



wtorek, 29 lipca 2008

Pourlopowane ;)

Koniec dobrego. Koniec słodkiego lenistwa. Czas wziąć się do roboty i... za robótki!

Choć nie powiem, poleżałabym jeszcze na plaży :)