Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oldies ;). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oldies ;). Pokaż wszystkie posty

środa, 2 czerwca 2010

Wyzwanie podejmuję (i się spowiadam)

Brahdelt wyzwała, więc odpowiadam i pokazuję co w mojej szafie piszczy.
W zasadzie nie jest tak źle - większość moich sweterków lubię - i noszę. Im sweterek "młodszy" tym bardziej, co wynika także z tego, że (mam nadzieję) rozwijam się drutowo. Chociażby wiedząc czego unikać. Ale nie tylko

Jest coś w tym co napisała Fiubzdziu - że nowy sweterek pasuje do wszystkiego :) Tak mam z Beą - moim zdecydowanie ulubionym sweterkiem. Noszę ją do pracy, na wyjścia, po domu...



Inne (tylko domowe, ale taki był plan) zastosowanie ma Malwowa tunika. Kocham ją - z wzajemnością.



Jest noszony także Miejski - ale tu zanosi się na ochłodzenie uczuć. Klasikowi brak tego "ciężaru", który ma choćby Frigya, przez co niebezpiecznie zmienia proporcje na bardziej horyzontalne niż wertykalne - gdyby był tej długości co na tym zdjęciu... ale on się stale skraca i poszerza, mam wrażenie. I niestety się mechaci, choć myślałam, że będzie gorzej.



Ze sweterków starszych uwielbiam Pasiaka. Jest już dość mocno podniszczony, ale przez ostatnie półtora roku eksploatowany ponad normę :)



Wielką karierę w mojej szafie kończy Szary Żakiet. Raz, że trochę mi się znudził (biurowy strój nr 1 AD 2009). Dwa, że (chyba przez pranie pralkowe) trochę się powiększył... Mea culpa



Wchodzimy w erę przedblogową...
Jeden z moich najulubieńców! Mgiełka! Mogłabym ją w kółko nosić - prosta, piękny kolor (foto kłamie), pranie w pralce znosi jak marzenie :)
Niestety nie mam jej zdjęcia na ludziu.



Sonatowy srebrny bezrękawnik latem szału nie zrobił, ale świetnie się sprawdza w biurze do koszuli.



Baaaaardzo długo był ze mną tez mój pierwszy twór drutowy - Grubaśny sweter w warkocze. Bodajże z Chmurki. Pozbyłam się go dopiero w ubiegły weekend - miał z 9 lat a i tak nie poszedł do krainy wiecznych kłębków tylko do ludzi :)



Teraz porażki. Zasadniczo pamiętam (i mam na zdjęciach) 3.

Top z Kocurka (Kotka?). Beznadziejna włóczka i w dodatku zupełnie nie mój kolor.
Poszedł w świat i tam sprawuje się lepiej.



Sasankowy sweterek zgapiony z BonPrix. Niestety fatalnie dobrałam druty (4,0 do Sasanki) i sweterek podjeżdżał do góry, bo był za luźny i za lekki. Ale w sumie mi się podobał - wzór pomogła mi rozpracować (a w zasadzie rozpracowała za mnie) Splocik.



I stary jak świat (7 lat?) sweterek z Medusy. Nie wiem co w nim było nie tak. Podobał mi się, a nie nosiłam go wcale...



Jest jeszcze kategoria "fajne, udane, ale nie dla mnie"
Tu numer 1 to bolerko. Bolerka jednak nie dla mnie (choć jedno lato było jego).



Słodziak. Cudny. Świetnie się nosił. Ale nie miałam dokąd w nim chodzić i - jak dla mnie - zawsze było na niego nie tak (zmarzluch ze mnie, więc mi ramiona marzły ;) a jak był upał to mi było w nim za ciepło). Dostał się do Mag i mam nadzieję, że służy jej dzielnie.



Top w serca był z kolei zbyt wyzywający. Powędrował do Warszawy. Ale nie wiem jakie są jego dalsze losy.



Topy CSI zrobiłam 2. Nazwałam je tak, bo machnięcie jednego trwało tyle co odcinek serialu ;) (no dobra, trochę więcej, ale niewiele). Robione z tasiemkowej włóczki na drutach 7,0 maja bardzo fajny prosty fason.
Różowy był dla mnie zbyt... różowy. Więc się był wydał.



Za to czarny jest ze mną do dziś - i robi za bezrękawnik do koszuli. Tylko kwiatek gdzieś zaginął.



To tylko sweterki dla mnie. Robione "dla kogoś" powędrowały głównie do Olgi - i u niej cieszą się nie słabnącym wzięciem :)

Ech... chyba wrzucę na druty coś dla niej.

czwartek, 3 grudnia 2009

Nie samymi butami żyje człowiek

Skoro już odnowiłam swoją szafę butową przyszedł czas by odkryć, że i inne rzeczy, które dotąd były mi raczej obojętne zaczęły mnie kręcić. O torebkach mowa :)

Aż do niedawna mogłam nosić cokolwiek. Wraz z rosnącą kolekcją szpilek pojawił się jednak problem "co do nich". I zaczęły się poszukiwania... i problemy. NIC mi się nie podobało. A jak już się podobało to kosztowało krocie.

I wtedy odkryłam second handy. A konkretnie jeden. Na jego wystawie zobaczyłam cudną, haftowaną ściegiem gobelinowym torebkę. Torebkę-marzenie. W cenie wcale nie z drugiej ręki - bo kosztowała niemal 200 zł!

Ale ziarno zostało zasiane i torebka chodziła za mną krok w krok, wiecie jak, prawda? :)
Na szczęście niewiele później, nim zaczęło mi grozić szaleństwo, w innym, znacznie tańszym sklepiku (bo nie second handzie a zwykłym lumpeksie), wypatrzyłam jej siostrę, za... 26 złociszy została moją!









No i złapałam bakcyla. Teraz świadomie poluję na torebki :) Dzisiaj upolowałam to małe cudo, cudo za 11,10 zł. Nie potrafię na fotkach pokazać tego, jak miękka jest ta skóra.







poniedziałek, 14 września 2009

Dawno, dawno temu...

... no, będzie z 13 lat :)
Znalazłam skany starych zdjęć przy okazji porządków na dysku.
Dziwne - jestem jednocześnie zupełnie inna i całkiem podobna do siebie "tamtej". Szkoda, że nie do końca pamiętam co wtedy w głowie mi siedziało (siano pewnie, jak znam życie).
No jedno się nie zmieniło z pewnością - nadal uwielbiam robić sobie zdjęcia :)











PS. Złożyłam dziś pracę podyplomową, za jakieś 2 tygodnie egzamin. Trzymajcie kciuki :)

środa, 30 lipca 2008

Jak byłam mała...

...no, bądźmy szczerzy, mniejsza niż teraz prawie nigdy nie byłam ;) Ale jak byłam młodsza, tak pod koniec podstawówki, to bawiłam się w robienie biżu. Wybierałam się do PLSP i własna biżu była w związku z tym niemal konieczna ;)

Dziś u Mamy znalazłam takie np. klipsy. Nierówne jak sto pięćdziesiąt, zrobione ze zwykłego alu-drucika ale moje. Całkiem. Bo nigdzie niepodpatrzone wykiełkowały same w mej łepetynce.