Nic lepszego na upały, prawda? Dziś szefowa kuchni "U Izy" poleca sorbet dzianinowy.
Ale zacznijmy od historii. Kiedy byłam mała, a w każdym razie mniejsza niż teraz, miałam jakieś 12-13 lat i zaczynałam mieć własne zdanie na temat mody, nie znosiłam koloru fioletowego. Nie znosiłam go prawie tak bardzo jak Agata ;)
Jednej rzeczy nie cierpiałam bardziej - połączenia fioletu z wszelkiego rodzaju turkusami, seledynami, pistacjami i różem. Słowem - miałam przerypane. To był przełom tak '80 i '90, kto pamięta, co się wówczas nosiło? Legginsy, wielkie bluzy i... znienawidzone przeze mnie kolory, oczywiście :)
Tylko krowa nie zmienia poglądów - ja aż taką krową nie jestem ;) Najpierw przeszła mi niechęć do turkusów, później oswoiłam wszystkie inne z tych "zakazanych" niegdyś kolorów. A na koniec pokochałam ich zestawienie. Ba! Okazało się, że ten zestaw bardzo ładnie mi leży i ożywia moją, dość niemrawą na ogół, karnację. Ile to się człowiek musi naszukać zanim znajdzie coś tak oczywistego... :P (na marginesie - zupełnie podobnie miałam z włosami, które farbowałam przez lat 15 by w końcu odkryć, że natura jednak wiedziała co robi...)
W każdym razie, dzięki temu, że pogląd i ogląd zmieniłam mógł powstać Sorbetowy top. Sorbet z borówek, jagód, limonek i kiwi. I jakichś bliżej mi nie znanych turkusowych owoców ;)
Model: Sorbet - konstrukcja topu jest prosta jak konstrukcja cepa, ale bardzo mi się podoba. I dlatego zamierzam go spisać, a co!
Włóczka: Alize Diva Batik Design (1767) - jeden motek i Alize Diva (42) - niecały motek
Druty: KP 3,5mm oraz szydełko 3,5mm do wykończeń
Ponieważ to zestawienie kolorystyczne zawsze kojarzyło mi się z fitnessem (jak cała moda przełomu lat '80 i '90 zresztą) taka też powstała trochę śmieszna sesja :)
Top jest, jak widać, oversizowy. Trochę wynika to z faktu nabrania odpowiednio większej niż Iza liczby oczek, trochę z zabiegu prasowania Divy (o którym
pisałam już przy okazji Bryzy). Tym razem trochę zbytnio się pospieszyłam i wyprasowałam jeszcze mokrą bluzkę. NIE RÓBCIE TAK! :) Zapanowanie nad rozciąganiem się dzianiny jest wówczas niemal niemożliwe, a efekt, jaki osiągniecie jest - co trzeba pamiętać - nieodwracalny, bo akryl utrwala się pod wpływem temperatury. Warto zacisnąć zęby i poczekać, aż top wyschnie i dopiero wtedy żelazko i para buch! :)
Oczywiście włóknom bardziej szlachetnym wystarczy porządne blokowanie albo zgoła nic, jeśli będzie to np. rozciągliwy bambus.
Swoją drogą - chyba machnę sobie taki z bambusa. Diva fajna rzecz, ale przy temperaturach powyżej 25 stopni można w niej, jedynie, zejść :)
Przesadnie rozciągnięty prasowaniem dekolt ujarzmiłam szydełkiem. Udało się doprowadzić do efektu oczekiwanego, czyli LEKKO opadającego ramienia :)
Na potrzeby sesji powstał nawet specjalny makijaż, którego oczywiście na zdjęciach właściwych nie widać :) Uwaga - oglądacie na własną odpowiedzialną - Synka on nieco przestraszył ;)
Na koniec do kompletu powstała opaska. Trochę z potrzeby posiadania ujarzmiacza włosów na upały, trochę z potrzeby zajęcia rąk niewyczerpującą umysłowo dłubaniną. Zeszło na nią bardzo niewiele Divy fioletowej. Powstała, rzecz jasna, na szydełku (2,5mm)
Można ją nosić "na panią od fitnessu"...
... można i normalnie :)
Top mi się podoba. Tak bardzo, że - jeszcze na etapie produkcji - kupiłam sobie spodnie pod kolor :) No i pod kolor mam Synkowy kocyk. Swoją drogą - mogę się na spacery tak z Synkiem zgrywać, bo i Bryza i Sorbet... ;)
A na zakończenie, niemal już tradycyjnie, bonus. Śmieszne zdjęcie czyli :D
 |
| wyginam śmiało ciało, wyginam śmiało ciało... |
|
Zmykam podziergać nim Dzieć śpi. Tym razem coś znacznie bardziej poważnego.