piątek, 17 lutego 2012

Kto tak naprawdę rządzi w tym domu?

Kota, oczywiście. Jakoś zawsze potrafi nas zbajerować i postawić na swoim. Czy chodzi o jedzenie, czy o miejsce w ulubionym przez nas obie fotelu - nie ma znaczenia ;)

A dziś nawet nie próbujemy z tym walczyć, w końcu - jest Dzień Koty!

Z tej okazji Kota łaskawie powdzięczyła się jako modelka...






I jeszcze kilka ulubionych fot starszych, wygrzebanych z archiwum (zachęcam do kliknięcia na zdjęcia i ich powiększenia...).




W zeszłym roku napędziła nam stracha swoim lotem, na szczęście skończyło się na twarzowym gipsie :)


Na ogół jednak jest wesoło. Bo jak ma nie być wesoło, skoro jednym z jej ulubionych zajęć jest udawanie książki? ;)


Z okazji święta - dla niej i dla Was - wiosenny akcent :) Już niebawem!


PS. A post miał być o czymś innym, oczywiście... Tylko wiecie, Kota postawiła na swoim. W związku z powyższym - o czymś innym będzie jutro.

czwartek, 16 lutego 2012

Brum, brummm

Jeszcze trochę na niskich obrotach silnik pracuje (bo zimno...), ale pomalutku nabieram tempa i rozpoczynam przygotowania do planowanego za czas jakiś desantu :)

Na pierwszy ogień poszedł kocyk


Wzór: hmmmm... czy to jeszcze Teddy Bear Baby Blanket? Chyba tak, choć zasadniczy motyw został zastąpiony "moim" samochodzikiem (jego schemat w poprzednim poście i na ravelry; w stosunku do schematu dodałam u góry jeszcze 2 rzędy, żeby było po równo)
Włóczka: Medusa! :) 2,5 motka w kolorze rozbielonej mięty. 
Druty: KP 4,0 mm i szydełko 3,5 mm


Całościowo kocyk wygląda jak powyżej. Wyszedł ciut większy niż poprzedni, nie mam pojęcia dlaczego, druty i włóczka bez zmian. Mało tego - zeszło więcej włóczki :)
Wyjątkowo mało miałam cierpliwości do borderu, więc zrobiłam tylko tyle, ile wydawało mi się konieczne - a ze dwa rządki więcej by nie zaszkodziły... Ale jest ok :)


Lete w komentarzu pod jednym z poprzednich wpisów przyznała, że przerażają ją te "połacie" prawych i lewych. Ja muszę stwierdzić, że nawet je lubię machać. I nieodmiennie zachwyca mnie efekt tego prostego połączenia wzorów.


Brzegi tradycyjnie wykończone rakowymi oczkami. Trwało to 100 lat (albo takie miałam wrażenie...), ale wygląda jak lubię :)


Autka wylądowały na "macie do blokowania" wczoraj wieczorem i radośnie schły do południa. A że natura i ręce Izy nie znoszą próżni - dziś o 6 rano (wstaję ostatnio o dziwnych porach...) zaczęłam kolejny kocyk. Tym razem szydełkowy, inspirowany falowankami Lete. Tu znajdziecie schemat i opis.
W wersji dla leniwców (czyli mnie) świetnie sprawdza się włóczka batikowa - nie trzeba zmieniać motków, a efekt bardzo przyjemny. Oto kocyk "Na fali".



Bardzo przyjemna w robocie jest też Alize Diva Batik, z której kocyk dziergam. Mam 5 motków, włóczka zapowiada się bardzo ok jeśli idzie o wydajność, może więc starczy jeszcze na jakiś sweterek. Bo wprawdzie to mikrofibra (100% akryl) to w dotyku jest prze-mi-ła!

A ja mam jeszcze jeden zestaw kolorystyczny (też 5 motków) i pomysł na kolejny kocyk szydełkowy, a co!


A teraz zmykam dopchać się kolejnym dziś pączkiem. Tradycja zobowiązuje! ;)

niedziela, 12 lutego 2012

Cukiereczek

Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wszelkie komplementy fotograficzne. Prawda jest taka, że zdjęcia robić kocham i - w związku z tym - przykładam się do nich jak do dziergania :) A może nawet jeszcze bardziej.
Co wcale nie oznacza, że jakoś bardzo cuduję, wręcz przeciwnie. I nawet chciałam Wam o tym napisać, takie małe "jak ja to robię?" (nie mylić z "podręcznik fotografowania"), ale jak wybrałam z ostatnich 5 lat zdjęcia poglądowe i załadowałam je do PS'a to mi komp współpracy odmówił... Więc będzie o tym następną razą, jeśli oczywiście jesteście w ogóle zainteresowane :)
A teraz - jak mawia taka jedna Mag - "do brzegu", czyli wracam do tematu :)

Cukiereczek z tytułu to mała Emi w swoim sweterku. Sweterek był - jak zawsze ;) - dziergany "na oko" więc niezwykle się uradowałam kiedy się okazało, że pasuje :) Jak ulał. I na dodatek Emi bossssko wygląda w tym zestawie kolorystycznym.

Dobra, koniec gadania, czas na cudne fotki (cyknięte przez Em-mamę)







Nie mogłam się zdecydować, które wybrać ;)


Dzielnie też dziergam Car Baby Blanket :) do wczorajszego wieczora machnęłam już 3 z 4 rzędów, a później już tylko ramka i blokowanie (na fotkach jeszcze rzędów mniej, bo to było południe :) )


Strasznie trudno kolor tej Medusy uchwycić, to taka mocno rozbielona mięta, trochę z pistacjową nutą. Wzorek się sprawdza, choć może pociągnęłabym teraz szybkę jeden rządek w dół...

Życzę Wam miłego niedzielnego wieczoru. I do przeczytania niebawem :)

czwartek, 9 lutego 2012

Brocha i różne różności

To będzie taki post-bałaganik, wszystkiego po trochu, niekoniecznie sensownie poukładane i niekoniecznie na temat :)

Zacznę jednak od tematu prze-mi-łe-go. Dostałam prezencik, od Zulki


Prezencik to cudna brocha, którą Zulka postanowiła odwdzięczyć się za - posłane do niej - Pampry. Chłopaki ponoć spisują się grzecznie, nie przynoszą wstydu w Wielkim Mieście, więc odetchnęłam z ulgą i do uspokojonej piersi mogłam przypiąć kwiat z łodyżką i perełkami-kropelkami.



Tu mała dygresja - lubię ten nasz blogowy świat. Większość osób u których bywam i które bywają u mnie traktuję jak starych znajomych :) Ciągle też nawiązuję znajomości nowe, dostaję info od świata, że to co robię się podoba. I to tak dużo daje! Radości, oczywiście :)
Dostaję też przemiłe maile. Np. ostatnio napisała do mnie pani, która bardzo pragnęła mojego motka :) Tego zakupionego bez konkretnego pomysłu, czerwonej angory. Mi się ona bardzo podobała i... tyle. Jakoś nie wrzuciłam jej od razu na druty, chyba jednak czerwień to "nie ja". Więc motek poleciał do Szczecina, a do mnie - w zamian - przyleci jakiś kolor niespodziankowy, tak się umówiłyśmy :)
Miło, nie?

Miło jest też mi niezmiernie kiedy chwalicie zdjęcia. Przyznałam się już w komentarzach, a tu powtórzę - nie są mi obojętne :) Czasem wolę ich nie zrobić niż wrzucić coś, co mi się nie podoba. A mój aparat - od czasu spotkania z piachem - niestety nie miał się najlepiej. Trzeba więc było podjąć radykalne decyzje i tak oto dzisiaj, 9 lutego AD 2012, Canona PowerShot A630 zastąpił Canon PowerShot SX130 IS :) Nie ma to jak przywiązanie do marki i poręcznych aparatów kompaktowych :)

W związku z tym dziś na foty załapały się: Kota (rozważająca, czy opłaca się denerwować Panią skokiem na stół...)...


... ostatnia truskawka, która uszła z pogromu...

donoszę: hiszpańska, smakowita, pachniało malizną...

... i nawet konający storczyk (swoją drogą skubany długo się trzymał, dostałam go na imieniny WE WRZEŚNIU!)


Jednym słowem wykonałam dziś całe mnóstwo zdjęć-bez-sensu testując różne funkcje i opcje mojego nowego "oka". I jestem kontenta: dostałam to czego mi trzeba w bardzo przystępnej cenie.

Przy okazji - w czasie spaceru do i ze sklepu - przemyślałam też kwestię BWP. Nie idzie. Coś jest nie tak. Nie mam zapału i weny, dzierga się niby miło (bo włóczka fajna) ale i tak mam przeczucie, że to co jest pójdzie do prucia... Na razie jednak zostawiam. Odkładam na czas jakiś, niewykluczone że do jesieni. To nie ma być sweterek ciążowy (jakoś nie odczuwam takiej potrzeby, w zasadzie moje sweterki - z naciskiem na Grey'a - mi wystarczają), a mierzenie go teraz tak by pasował "po" mija się z celem. 
Zabieram się więc za inne projekty. Na pierwszy ogień idzie Teddy Bear Baby Blanket, przy czym w tym wypadku będzie to CAR Baby Blanket :)

Włóczka to - oczywiście - Medusa, kupiona jakiś czas temu z przeznaczeniem na mały sweterek (no dobra, na Ćwir!a 2. I miałam wtedy opis zrobić...). Na małe sweterki mam jednak całe mnóstwo innych włóczek, a Medusa - jak donosi Em, czyli mama Emi - sprawdza się w kocykach.


Za pomocą programiku KDS (który kiedyś zaprezentowała Theli) machnęłam już sobie "schemat". Oto on, można się częstować :)


Planuję i drugą wersję - z konikiem na biegunach, o takim jak u Motylka. 
Poza tym zamówiłam też włóczki (klik i klik) na kolejne kocyki :) Lete tyle już nadziergała, że w końcu zrobiło mi się głupio :) A później zamierzam brać się za małe sweterki. W końcu - ktoś się tu coraz bardziej pokazuje ;)


niedziela, 5 lutego 2012

Oszroniona

Lekka, zwiewna, lejąca, ażurowa...
Chłodna i delikatna. Jak szron.

Stworzyłyście potwora! Znów popełniłam chustę, no, tym razem chusteczkę. 

Chustę-biżuterię, chustę-naszyjnik.
Taką, co nie ma grzać, otulać, motać. Taką, która ma rozjaśniać i zdobić. Takie było założenie.
I chyba mi się udało. Przedstawiam Szron.


Model: Gail (aka Nightsongs) by MaweLucky/Jane Araujo 
Włóczka: to w zasadzie nić, kupiłam ją kiedyś do... szydełkowania. A teraz zapragnęłam zrobić zwiewną chustę i kordonek Snow White od Madame Tricote Paris sprawdził się idealnie
Druty: KP 4,0 i KP 6,0 (do ostatniego rzędu lewego i zamknięcia)


Zrobiliśmy całe mnóstwo zdjęć - ostrzegam, że kto dojdzie do końca może odczuwać lekki przesyt ;)


Wbrew moim początkowym obawom, że porywam się z motyką na słońce, dziergało się rewelacyjnie! Po pierwsze - przy takiej nitce wszystko widać jak na dłoni. Po drugie - przed blokowaniem nitka jest sztywna tak w sam raz: da się nią swobodnie manewrować, ale nie zsuwa się samowolnie z drutów. Wzorowa współpraca.
Niestety - to chyba kolejna nić wycofana z produkcji przez Panią Dziergającą. Na ich stronie w ogóle jej nie znalazłam, w polskich internetowych pasmanteriach jakieś resztki w dziwnych kolorach.
Na szczęście jest jeszcze Snehurka (powiedzcie, że JEST JESZCZE? Ostatni raz kordonki kupowałam kilka ładnych lat temu...), bardzo do Snow White podobna. A cosik czuję, że to nie ostatnia tego typu chusta w moim wykonaniu ;)




Teraz kilka słów o wzorze: to jest to co lubię! Z jednej strony - niebanalny (piękny jest taki pojedynczy liść...), z drugiej - nieprzekombinowany (border jest idealnie zrównoważony). No i - co dla mnie, jako początkującej chuściary, bardzo ważne - dobrze rozrysowany (znalazłam tylko jeden drobny błąd w borderze, ale łatwo go wykryć).





Zamykałam jak zawsze, choć przy tej chuście czyniłam też próby innych metod. Nieudane. Może kwestia zbyt cienkiej nitki, nie wiem, nie szło :)






Dodałam też - znów - oczko środkowe. Tak mi po drodze, może kiedyś spróbuję bez niego, na razie jakoś mnie do tych prób nie ciągnie :)


Chusta-biżuteria jest prezentem urodzinowym dla Em. Po sesji (a w zasadzie sesjach: na mnie i na stoliku) została złożona i zapakowana. Wręczenie odbędzie się we wtorek, a do tego czasu - mam nadzieję - nie zostanie wyśledzona ;)



I bonusowo zdjęcie dla zaskoczonych moim wzrostem: tu widać jaka ze mnie pyrda :)


Tym razem uwieczniłam też chustę w postaci zewłokowatej - to naprawdę niesamowite, jak zmieniły ją woda, piankowe puzzle i 4 druty :)


Tak. Przynudzam ostatnio tymi chustami (ravelry mówi, że na 5 rzeczy zrobionych w tym roku 4 to chusty :D). Dlatego też ostro ruszyłam z BWP. To stan z wczorajszego poranka. Teraz jest go więcej o ok. 1/3 jednego rękawa. A trzeba zaznaczyć, że to co widać, to góra aż do talii (albo nawet nieco poniżej) - wygląda na znacznie krótszy fragment, bo raz, że ja jestem krótkopleca, dwa, że sweterek ma baaaardzo głęboki (i szeroki) dekolt.


Działam więc z zapałem (bo wreszcie zaczyna to jakoś wyglądać), ale nie obiecuję, że nie wrzucę też jakiejś chusty na druty. Nie da się bowiem ukryć, że kuszących wzorów są setki (a na pewno dziesiątki), no i niezwykle zachęcające jest to, jak szybko widać efekt (Gail zajęła mi 3 dni!)
Co więc zobaczycie następnym razem? Tego nie wie nikt :D