Lekka, zwiewna, lejąca, ażurowa...
Chłodna i delikatna. Jak szron.
Stworzyłyście potwora! Znów popełniłam chustę, no, tym razem chusteczkę.
Chustę-biżuterię, chustę-naszyjnik.
Taką, co nie ma grzać, otulać, motać. Taką, która ma rozjaśniać i zdobić. Takie było założenie.
I chyba mi się udało. Przedstawiam Szron.
Model: Gail (aka Nightsongs)
by MaweLucky/Jane Araujo
Włóczka: to w zasadzie nić, kupiłam ją kiedyś do... szydełkowania. A teraz zapragnęłam zrobić zwiewną chustę i kordonek Snow White od Madame Tricote Paris sprawdził się idealnie
Druty: KP 4,0 i KP 6,0 (do ostatniego rzędu lewego i zamknięcia)
Zrobiliśmy całe mnóstwo zdjęć - ostrzegam, że kto dojdzie do końca może odczuwać lekki przesyt ;)
Wbrew moim początkowym obawom, że porywam się z motyką na słońce, dziergało się rewelacyjnie! Po pierwsze - przy takiej nitce wszystko widać jak na dłoni. Po drugie - przed blokowaniem nitka jest sztywna tak w sam raz: da się nią swobodnie manewrować, ale nie zsuwa się samowolnie z drutów. Wzorowa współpraca.
Niestety - to chyba kolejna nić wycofana z produkcji przez Panią Dziergającą. Na ich stronie w ogóle jej nie znalazłam, w polskich internetowych pasmanteriach jakieś resztki w dziwnych kolorach.
Na szczęście jest jeszcze Snehurka (powiedzcie, że JEST JESZCZE? Ostatni raz kordonki kupowałam kilka ładnych lat temu...), bardzo do Snow White podobna. A cosik czuję, że to nie ostatnia tego typu chusta w moim wykonaniu ;)
Teraz kilka słów o wzorze: to jest to co lubię! Z jednej strony - niebanalny (piękny jest taki pojedynczy liść...), z drugiej - nieprzekombinowany (border jest idealnie zrównoważony). No i - co dla mnie, jako początkującej chuściary, bardzo ważne - dobrze rozrysowany (znalazłam tylko jeden drobny błąd w borderze, ale łatwo go wykryć).
Zamykałam jak zawsze, choć przy tej chuście czyniłam też próby innych metod. Nieudane. Może kwestia zbyt cienkiej nitki, nie wiem, nie szło :)
Dodałam też - znów - oczko środkowe. Tak mi po drodze, może kiedyś spróbuję bez niego, na razie jakoś mnie do tych prób nie ciągnie :)
Chusta-biżuteria jest prezentem urodzinowym dla Em. Po sesji (a w zasadzie sesjach: na mnie i na stoliku) została złożona i zapakowana. Wręczenie odbędzie się we wtorek, a do tego czasu - mam nadzieję - nie zostanie wyśledzona ;)
I bonusowo zdjęcie dla zaskoczonych moim wzrostem: tu widać jaka ze mnie
pyrda :)
Tym razem uwieczniłam też chustę w postaci zewłokowatej - to naprawdę niesamowite, jak zmieniły ją woda, piankowe puzzle i 4 druty :)
Tak. Przynudzam ostatnio tymi chustami (ravelry mówi, że na 5 rzeczy zrobionych w tym roku 4 to chusty :D). Dlatego też ostro ruszyłam z BWP. To stan z wczorajszego poranka. Teraz jest go więcej o ok. 1/3 jednego rękawa. A trzeba zaznaczyć, że to co widać, to góra aż do talii (albo nawet nieco poniżej) - wygląda na znacznie krótszy fragment, bo raz, że ja jestem krótkopleca, dwa, że sweterek ma baaaardzo głęboki (i szeroki) dekolt.
Działam więc z zapałem (bo wreszcie zaczyna to jakoś wyglądać), ale nie obiecuję, że nie wrzucę też jakiejś chusty na druty. Nie da się bowiem ukryć, że kuszących wzorów są setki (a na pewno dziesiątki), no i niezwykle zachęcające jest to, jak szybko widać efekt (Gail zajęła mi 3 dni!)
Co więc zobaczycie następnym razem? Tego nie wie nikt :D