środa, 25 stycznia 2012

Nowości i starości*

Czy ktoś mógłby powstrzymać mnie przed wydawaniem?? ;)
No dobra, stan konta skutecznie zaczyna to robić ;) Ale tyyyle rzeczy kusi kobietę...

Na przykład prasa. Wchodzę Ci ja do "saloniku prasowego" (nie "bywam" ostatnio nigdzie niemal, więc jak już się z domu wypuszczę, to zwiedzam...), a tam atakują mnie nowości wydawnicze. Dzięki bogu - wydawcy jednak nie czają się na moją kasę aż tak bardzo, bo zdecydowana większość prasy "robótkowej" jest mocno średnia.

Ale nowej burdy pominąć nie mogłam. 


Podoba mi się w niej niemal każdy model (tu można zobaczyć wszystkie), a że kupiłam głównie dla tych kilku, to można powiedzieć, że jestem do przodu ;)


Plan jest taki, że luty będzie miesiącem szycia. Chyba machnę sobie nawet - na wzór Brahdelt - jakiś banerek, może to mnie zmobilizuje żeby plan zrealizować ;)

ZDECYDOWANIE podoba mi się odnowiona Sabrina. Idea jest taka: obserwujemy wybiegi i przenosimy je do naszych szaf za pomocą dzianin. Mam nadzieję, że to nie pomysł na jeden numer, a kierunek, w którym pismo podąży.


Modele już tak rewelacyjne jak sam pomysł nie są (choć i tak nie jest źle), najbardziej spodobały mi się sweterek-żakiecik a'la Chanel...


... i żakiet z wyłogami. Na ten mam już nawet włóczkę, choć moja wersja znacznie będzie odbiegała od pierwowzoru :)


Fajnym pomysłem jest też, pojawiający się co kilka modeli, kącik "lekcja stylu", czyli co z czym łączyć. Trzymam za nową Sabrinę kciuki.


Wczoraj dotarła też przesyłka z e-dziewiarki...


... z włóczkami na chusty: czerrrrwoną Angorą Special (Vlad?)...


... i różową, cieniowaną Angorą Gold BD (na chustę zamówioną).


Mam też - wreszcie! - miarkę do drutów! Ha! Czy tylko ja mam takie zboczenie, że MUSZĘ mieć wszystko jednej firmy? Bardziej mi się miarka Addi podobała, ale KP wygrało, bo takie mam druty... Cóż. Grunt, że działa :)


W przesyłce były też, rzecz jasna, próbki. Ale schowałam je od razu głęboko, żeby nie kusiły ;) 
Za to dałam się skusić i zaczęłam Frozen Pink (czyli Frozen Leaves w wersji dla K.). Przyznaję się bez bicia - MUSIAŁAM sprawdzić jak wychodzą te listki :) Idzie ładnie, choć wiem już, że wolę chusty z cieńszych nici :)


Ale nie samymi robótkami żyje człowiek (a zwłaszcza kobieta). Kosmetyki.... Chyba muszę przestać czytać te przeklęte blogi, bo to przez nie nagle ubzdurałam sobie, że muszę mieć pomadkę nude... A że nie umiałam wybrać - mam dwie :)

tak, one są nude, jak się je nałoży na usta

Skoro już przy kosmetykach jesteśmy - padło ostatnio w komentarzach, że potrafię malować kreski. Cóż, chciałabym. Niestety, póki co, jest tak se. Czasem wyjdzie idealnie, czasem wyjdzie... bokiem. Żelowy liner ma to do siebie, że bardzo szybko zasycha i nie da się zetrzeć tego co "wyjedzie". Można jedynie pogrubić :) Dlatego uparcie ćwiczę kreski, powstrzymuję się przed skróceniem rączki pędzelka (złej baletnicy...) i dokumentuję.
To kreska z wczoraj (tu ma już ładnych parę godzin)...


... to z dziś.


Widać, gołym okiem, że idealne i TAKIE SAME nie są. Grunt, że z daleka i "w życiu", czyli wśród mrugania i pod okularami, nie wyglądają fatalnie :) No i stanowią, w związku z nagłą manią cieniowania się neutralnie oraz miłością - równie nagłą - do nudziaków na ustach, najwyrazistszy element mojego make-up'u. A bez make-up'u to ja sobie życia nie wyobrażam, musicie wiedzieć.


Zmykam tymczasem, niestety - nie do drutów. Ale, żebyście zbytnio nie tęskniły, zostawiam Was z kolejną narcystyczną fotką ;)

* te tytułowe "starości" to ja, rzecz oczywista ;)

niedziela, 22 stycznia 2012

Uprzejmie donoszę...

a) ... że jestem wyjechana chwilowo, ale wrócę niebawem.

b) ... że jednak MOGĘ ROBIĆ NA DRUTACH w samochodzie :) (dowód rzeczowy A, nie-do-końca-pełen, ale musicie uwierzyć - mogę)


c) ... że nie uległam Waszym pokusom (ha-ha!) i jednak zaczęłam czarnego Blaira (ze względu na "radosny" kolor oraz obawę, że może dopasowywanie na sobie czegokolwiek w obecnym stanie, a z zamysłem noszenia tego także "po", nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza jak się dzierga "na motywach" i przy nie-za-dużych zapasach włóczki (mam 3 motki... ponoć jest wydajna...), otrzymał on robocze - ale pewnie i ostateczne - miano Blair Witch Project ;) ). Dziergam raglan od góry (ale dodaję oczka nietypowo) i jestem na etapie, kiedy odłożone oczka czekają na przemienienie się w rękawy, a ja radośnie lecę tułów/korpus proooosto w dół. Zapowiada się ok. Czego na zdjęciu, oczywiście, nie widać :) (dowód rzeczowy B)


d) ... że mam chwilowo etap ciążowego zachwytu nad sobą, w związku z czym mogę Was uraczyć zdjęciami z sesji, którą sobie ostatnio strzeliłam :) (dowody rzeczowe C i D)



Nawet jest to nie do końca robótkowo od czapy, bo pokazuje Wspaniałe Właściwości Adaptacyjne Dzianiny Wykonanej Ręcznie :) Sweterek na sylwetce "pojedynczej" prezentował się tak:

a więcej tu
Wiecie co? Mimo koszmarnej akrylowatości Klasika, z którego go zrobiłam, nadal ten sweterek lubię :)

e) ... że chyba już wiem jaka chusta powstanie z estonki. Miała być maksymalnie ażurowa, ale po gruntownym przestudiowaniu szuflANNdii mam inny plan :)

f) ... że kocham żelowy eyeliner! Możecie wierzyć lub nie, ale utrzymuje się BEZ ZARZUTU cały dzień, niestraszne mu nawet delikatne tarcie oczu i drzemki :)

edit: ważne pytanie na koniec
czy wyświetlają Wam się polskie znaki przy tej czcionce?

czwartek, 19 stycznia 2012

Proszę Pana, proszę Pana, taka jestem za-ko-cha-na...

Znacie tę piosenkę?

"Proszę pana, proszę pana
Taka jestem zakochana
I czy uwierzy pan
Że mnie w ten dziwny stan
Na nowo wprawia wciąż
Mój własny mąż"

Uwielbiałam ją w dzieciństwie i dziś... mam tak samo :) Ale nie o tym miało być...

Bo od paru godzin jestem zakochana niejako nadprogramowo... W Estonii, a raczej w estońskich zdolnych rączkach, które wyczarowują TAKIE CUDA!


Natrzaskałam zdjęć... Normalnie zrobiłam włóczce profesjonalną sesję ;)


Czy widzicie te kolory? Czy rozumiecie, że po prostu nie mogłam się jej oprzeć? Zwłaszcza, że Demon Nieodpartej Potrzeby Dziergania Chust nie zamierza opuścić mojej głowy i dłoni...*


Nitka jest cieniutka tak "w sam raz". Oczywiście (jeśli wierzyć zapewnieniom sprzedającej z allegro), ręcznie przędziona i ręcznie farbowana.



No cudo!


Wrzucam ją na druty jak tylko skończę... coś, czego jeszcze nawet nie zaczęłam. Ale zacznę dziś, zaraz - taki jest plan. Po prostu muszę zrobić sobie czarny, rozpinany, dość obszerny sweterek. Ciągle takiego potrzebuję. Włóczkę mam od dawna, tylko zdecydować się nie mogłam. Wczoraj przeszukałam ravelry, gdzie - jak się okazało - mam zapisane same małe sweterki... Cóż, to "na zaś" :)
Na szczęście trafiłam do Ewy K. i przypomniał mi się jej cudny Blair. Mój sweterek będzie "na motywach".
Ale wierzcie mi - wprost zmuszam się do zaczęcia tego projektu... A i tak jest niezerowa szansa, że "przerywnikiem" będzie coś chuścianego :)

Później koniecznie trzeba będzie machnąć drugi sweterek dla Emi - ofc jeśli okaże się, że ten różowy pasiaty jest ok :) Bo łatwiej zrobić niż dostarczyć :/

A później będę już mogła podziergać moją pierwszą estonkę...

A na koniec, dla tych, którzy nie znali śpiewa Sława Przybylska :)


* Demon na tyle jest silny, że zamówiłam też jeszcze jedną "chustową" włóczkę dla siebie, namówiłam koleżankę żeby chustę chciała i chyba nie zamierzam na tym poprzestać ;) Jest spore ryzyko, że w najbliższej przyszłości wszystkie prezenty ode mnie będą chustami. No bo przecież: ile chust można wydziergać dla siebie? ;)

wtorek, 17 stycznia 2012

Mam i ja!

No i piękną chustę każdy już ma ;)

Czy ja nie przynudzam z tym codziennym pisaniem? Nie wiem jak to się dzieje, ale po prostu tak jakoś wychodzi, że "ciągle coś". Ciągle coś mam do pokazania :)

Dziś "rano" obfotografowaliśmy Fogginko (tak, nazwa to "wielce sprytne" połączenie słów fog i Ginko). Przy czym "rano" należy rozumieć umownie. Raz, że wstawanie ostatnio nie jest naszą mocną stroną, a dwa, że ciemno było jak o zmierzchu. Stąd zdjęcia, technicznie, takie se. Ale do wiosny czekać nie zamierzam i chwalę się teraz.


Otóż i ona: chusta numer dwa. Chusta wykonana dla mnie. Z włóczki, z której zawsze chciałam zrobić chustę, ale nie wiedziałam jak :)
Moja lekka, fioletowa ginko-mgiełka

zrób zdjęcie jakie mam ładne ząbki :)

Tradycyjnie -motać można się różnie



Można też w ferworze walki z chustą zacząć przypominać małego nietoperka :)


Info techniczne:
Model: Ginkgo Shoulderette Shawl by Maggie Magali
Włóczka: Luna Madame Trocote, z tego co wiem już wycofana, niestety (moja ma kolor 434)
Druty: KP 4,0 mm i 6,0 mm


Jak widać - chusta ma ząbki. Wprawdzie powyciągałam je w zupełnie innych miejscach niż zakładała autorka, ale i tak jestem zadowolona. Ten efekt udało się osiągnąć dzięki Waszym poradom, zastosowałam polecaną przez kilka osób metodę "zamknąć oczko, łańcuszek zrobiony drutem, znów zamknąć". Plus dodatkowo przeskoczyłam na szóstki już w przedostatnim rzędzie borderu (tym z dziurkami) i nimi jechałam do końca.


Spora zawartość włókien sztucznych (tylko 30% to moher) spowodowała, że chusta nie zblokowała się "na sztywno", ząbki nie mają ostrości ząbków małych kociąt, ale taki efekt jest - jak dla mnie - wystarczający. Kolor na tym zdjęciu najbardziej jest zbliżony do rzeczywistego.




A wczoraj zaszalałam i kupiłam... włóczkę estońską :) Planuję z niej jakąś chustę, oczywiście. Najlepiej możliwie ażurową. Mąż optuje za Gail, rozważam też Leaves Dancing Modell 118/9 lub Dew Drops Shawl... 
Niestety, to nie koniec zakupowych szaleństw: moim łupem padło dziś też 5 sztuk odzieży quasi-ciążowej oraz spory zapas cudeniek kosmetycznych (to wszystko przez blogi kosmetyczne, np. ten albo ten).


Ale za to jakie mam teraz piękne retro kreski! Ha!

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Niezłe CIACHO

Są takie obszary działalności Bogini Domowego Ogniska, w których - niestety/stety* - nie sprawdzam się zbyt dobrze.
* niepotrzebne skreślić. Dlaczego prawidłowe - w zależności od oczekiwań i osobistych skłonności - mogą być obie opcje wyjaśni się za chwilę :)

Generalnie: gotuję (nieźle ponoć), sprzątam (ostatnio mniej, ale daleko nam do domów, które musi ratować Perfekcyjna Pani Domu), piorę (to akurat kocham, mniej układanie w szafach...), szyję, dziergam, reperuję, dbam o ogólny ład finansowy, miłą atmosferę i plany na weekend :) Z chęcią też przyjmuję gości.
Jednego NIE robię prawie nigdy - nie piekę. Nie potrafię, nie kręci mnie, nie odczuwam potrzeby. A ponieważ gotowe wyroby mnie nie zadowalają (wystarczy przeczytać skład by się zniechęcić do jakichkolwiek ciastek kupnych) - prawie nigdy nie ma u nas "słodkiego".

Co nie oznacza, że na słodkie nie ma chęci... ;)

Drugą moją idolką (poza Antheą oczywiście, BTW nie wiem jak w ogóle można wpaść na pomysł by w polskiej wersji programu "grał ją" ktoś inny, przecież to o nią w tym chodzi!) jest Martha S. :)
I to dzięki jej programowi pojawiło się u nas ostatnio to:


Ciasteczka owsiane z bakaliami i czekoladą. Niebo w gębie. I w dodatku - każdy potrafi je zrobić. Serio, jeśli mi się udało - uda się największej kuchennej niezdarze :)

Oczywiście oglądając program przepisu nie zanotowałam, z pamięci (wzmocnionej dzięki Ginko ;) ) i na oko zrobiłam zakupy - jak się okazało całkiem nienajgorsze - a później odszukałam w necie jakiś przepis na owsiane ciastka Marthy. Nie znalazłam "tamtych", ale zbliżone owszem. Znalazłam w Kuchni Agaty (przepis podam za nią, ale dodam swoje uwagi i obserwacje)

Składniki (na ok. 45-55 sztuk, w zależności od rozmiaru):
  • 1 i 1/2 filiżanki mąki pszennej (Agata pisze, że filiżanka ma ok. 240 ml, ja odmierzałam takim "ciut większym" kubkiem)
  • 1 łyżeczka sody - nie miałam, dałam proszek do pieczenia w zbliżonej ilości
  • 1 łyżeczka soli (koniecznie!)
  • 1 filiżanka masła - dałam kostkę osełki czyli ciut większą niż zwykła, moja miała 300g
  • 3/4 filiżanki brązowego cukru - nie miałam, całkiem pominęłam
  • 3/4 filiżanki białego cukru - dałam mniej ciut, następnym razem chcę zastąpić miodem, mniej więcej połową szklanki, bo ciastka nadal były słodkie mimo pominięcia cukru brązowego
  • 2 jajka
  • aromat waniliowy - miałam mało, dałam więc też trochę cukru waniliowego, następnym razem pewnie zrezygnuję albo kupię wanilię w laskach
  • 2 i 1/2 filiżanki płatków owsianych
  • 1 i 1/2 filiżanki rodzynków - dałam bliżej nieokreślone, ale niemałe ilości rodzynek, posiekanych w spore kawałki suszonych śliwek i fig, tak po niecałej paczce każdego dodatku
  • garść groszków z gorzkiej czekolady/drobno pokrojonej czekolady - dałam 1/3 tabliczki
  • + z konieczności, bo strasznie to wyszło gęste, trochę mleka. Ile? No tak kilka chlustów :)



Przygotowanie:
Masło ubić z cukrem na lekką masę (tu moja uwaga - następnym razem masło najpierw rozpuszczę - cała masa wychodzi baaaardzo gęsta, wręcz ciężko ją wymieszać, myślę że ten zabieg może sprawę ułatwić). Wbić do niej kolejno jajka oraz dodać wanilię. Krótko wymieszać. Wsypać mąkę wymieszaną z sodą, połączyć z maślaną masą. Wmieszać płatki owsiane, bakalie oraz czekoladę. 
Z ciasta formować kulki (każą z łyżki stołowej masy), układać na papierze do pieczenia, lekko spłaszczając dłonią. 
Mnie się "kulki" nie udały, wykładałam "paćki", które później usiłowałam jakoś uformować, ze średnim powodzeniem :) Moja rada - lepiej by były jednak nie za duże (moje maja koło 5cm średnicy i centymetr grubości), stołowa łyżka powinna więc być raczej niepełna.


Piec ok. 10-12 minut w 170°C. Po wyjęciu z pieca pozostawić na ok. 5 minut na blasze, po czym przełożyć na kratkę - do ostudzenia ciasteczek.


Ciastka są rewelacyjne! Z zewnątrz chrupiące (zwłaszcza tuż po upieczeniu), w środku lekko wilgotne. Mają wyraźny owsiankowy posmak, są słodkie, ale nie ZA słodkie i świetnie sycą - do kawki wystarczą dwa by człowiek był szczęśliwy. Zatem - szczerze polecam!

A z frontu drutowego? Dziś oszlifowałam, wyczyściłam i użyłam drutów do blokowania! Ha!
Fogginko jest gotowa, jeśli pogoda pozwoli - jutro zrobimy jej sesję. A z dzisiaj szoty kota, który postanowił pobawić się w Strażnika Schnącej Chusty :)



A jaka była prawdziwa przyczyna jej wielkiej chęci niesienia pomocy dziewiarkom przy pracy? Drut! Straszliwie była zaintrygowana, były przyczajki, wysuwanie łapki i próby pożarcia!


Widzicie jakie mam ładne ząbki? (do kota też pasuje, ale mam na myśli chustę :) ) To dzięki Wam!