Gagu zaprosiła mnie do zabawy muzycznej.
1. Zastanów się, w rytm jakiej piosenki poszedłbyś/poszłabyś na koniec świata, tam gdzie nogi poniosą, lub zabrał(a)byś na bezludną wyspę?
2. Umieść link do tej piosenki na blogu (np. za pomocą YouTube, Wrzuta, Google.video itp.)
3. Napisz, jakie wspomnienia i skojarzenia wywołuje u Ciebie ten utwór.
4. Zaproś 2-5 osób, znajomych bloggerów, do tej zabawy i powiadom ich w komentarzu na ich blogu... Miłego słuchania i wspominania...
Ja dziwna dość jestem, bo generalnie nie słucham muzyki :) Są jednak noce, gdy M., ja, YouTube i drinki tworzymy świetną ekipę. Są kawałki, którymi potrafię się katować w kółko (tak, mam ulubione kawałki na pogorszenie nastroju, które czasem jest mi niezbędnie potrzebne, a samo przyjść nie chce ;) ).
I jest ten kawałek, kawałek, który na weselu, którego nie będzie, będzie naszym pierwszym :)
Do którego mamy przećwiczony cały układ choreograficzny.
Którego cały tekst znamy na pamięć, nie rozumiejąc przy okazji ni słowa.
Kawałek ze świetnego filmu, który zostanie mi w pamięci na dłużej niż inne.
Do zabawy nie zapraszam. Przepraszam, ale rzadko ostatnio "bywam" i nie wiem, kto już się w to bawił, a kto nie :)
poniedziałek, 19 stycznia 2009
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Durnostojki
Wszelkie stojące ozdóbki i kurzołapkiy to coś, czego staram się unikać jak tylko mogę. Dlaczego więc ostatnio postanowiłam sama uszczęśliwić się czymś takim? Pretekstem był oczywiście szkółkowy konkurs Craftladies.
Powstały trzy kusudamy - małe kule, które stanowiły ozdobę świątecznego okna.


Inne fotki w SEGREGATORZE.
Powstały trzy kusudamy - małe kule, które stanowiły ozdobę świątecznego okna.


Inne fotki w SEGREGATORZE.
sobota, 3 stycznia 2009
Jestem, jestem...
...tylko się lenię ;)
Okołoświąteczny luz tak mnie ukołysał, że niemal nic nie robiłam przez prawie 2 tygodnie wolnego!
No dobra, ściemniam, coś tam działałam. Ale kiedy będzie skończone i czy nada się do pokazywania - tego nie wie nikt.
Jest za to kilka nowych pomysłów, parę nowych nabytków niezbędnych do zabawy craftowej (pokażę je pewnie niebawem) i lekkie swędzenie w palcach też wróciło, jest więc szansa, że niebawem przestanę sypiać do 14:00 (ech, to to w zasadzie od poniedziałku pewne...) i zabiorę się za coś konkretnego.
Póki co jedyne artystyczne skończone dzieło, którym mogę się pochwalić, to sylwestrowy makijaż :) Przetrwał całą noc stanowiąc (mam nadzieję) dobrą wróżbę na kolorowy rok 2009.


A Roodej dziękuję za cudne cienie, które to umożliwiły :)
Okołoświąteczny luz tak mnie ukołysał, że niemal nic nie robiłam przez prawie 2 tygodnie wolnego!
No dobra, ściemniam, coś tam działałam. Ale kiedy będzie skończone i czy nada się do pokazywania - tego nie wie nikt.
Jest za to kilka nowych pomysłów, parę nowych nabytków niezbędnych do zabawy craftowej (pokażę je pewnie niebawem) i lekkie swędzenie w palcach też wróciło, jest więc szansa, że niebawem przestanę sypiać do 14:00 (ech, to to w zasadzie od poniedziałku pewne...) i zabiorę się za coś konkretnego.
Póki co jedyne artystyczne skończone dzieło, którym mogę się pochwalić, to sylwestrowy makijaż :) Przetrwał całą noc stanowiąc (mam nadzieję) dobrą wróżbę na kolorowy rok 2009.


A Roodej dziękuję za cudne cienie, które to umożliwiły :)
sobota, 20 grudnia 2008
Międzynarodowa kariera multimedialna ;)
No co, w zasadzie tak jest :)
Kartki, które pokazałam jakiś czas temu na blogu tak się spodobały mojemu Kumplowi z Irlandii, że pomyślał o ich wykorzystaniu przy projektowaniu życzeniowego maila dla swojej firmy. Oczywiście zgodziłam się bez chwili wahania!
Powstała kartka, która powędrowała ponoć aż do 500 osób!

A tu jeszcze animacja, w której Santa Claus podszywa sie pode mnie ;)
Kartki, które pokazałam jakiś czas temu na blogu tak się spodobały mojemu Kumplowi z Irlandii, że pomyślał o ich wykorzystaniu przy projektowaniu życzeniowego maila dla swojej firmy. Oczywiście zgodziłam się bez chwili wahania!
Powstała kartka, która powędrowała ponoć aż do 500 osób!

A tu jeszcze animacja, w której Santa Claus podszywa sie pode mnie ;)
piątek, 19 grudnia 2008
Filcowane i haftowane
Stracha miałam. Wielkiego.
Raz, że jak się człowiek napatrzy na cudne hafty na filcach Królewny, Oli i Kasieńki (no, tu akurat nie na filcach, ale miodzio!) to z jednej strony strasznie chce, a z drugiej jest tak onieśmielony, że nie wie czy podoła :)
A dwa, że korale były na prezent. I to nie byle jaki - na okoliczność pracowej Wigilii losowaliśmy sobie kogoś do obdarowania. I w ten sposób korale powędrowały dziś do pani Ewy.
Najmilsze było to, że nie tylko się spodobały, ale od razu trafiły na szyję :)





Z efektu jestem zadowolona - jak to ja :) Ale nie zmienia to faktu, że wiem, że do miszczyń to mi jeszcze daleko...
A, naszyjnik jest dość krótki, a kulki spore (2,5-3cm średnicy). I dlatego właśnie nie są ufilcowane na maksa - mam jedne duże filcowe korale i wiem, że włożone np. pod płaszcz potrafią nieźle człowieka podusić ;)
Raz, że jak się człowiek napatrzy na cudne hafty na filcach Królewny, Oli i Kasieńki (no, tu akurat nie na filcach, ale miodzio!) to z jednej strony strasznie chce, a z drugiej jest tak onieśmielony, że nie wie czy podoła :)
A dwa, że korale były na prezent. I to nie byle jaki - na okoliczność pracowej Wigilii losowaliśmy sobie kogoś do obdarowania. I w ten sposób korale powędrowały dziś do pani Ewy.
Najmilsze było to, że nie tylko się spodobały, ale od razu trafiły na szyję :)





Z efektu jestem zadowolona - jak to ja :) Ale nie zmienia to faktu, że wiem, że do miszczyń to mi jeszcze daleko...
A, naszyjnik jest dość krótki, a kulki spore (2,5-3cm średnicy). I dlatego właśnie nie są ufilcowane na maksa - mam jedne duże filcowe korale i wiem, że włożone np. pod płaszcz potrafią nieźle człowieka podusić ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)