wtorek, 16 grudnia 2008

Co przynoszą Św. Mikołaje?

W moich domach (i rodzinnym i kociołapskim ;) ) - słodycze. I oczywiście nocą. I oczywiście zostawiają je wyłącznie w świeżutko wypucowanych bucikach :)

Info dla niezorientowanych - ten gość, co przynosi bardziej wypaśnie gifty, w Wigilię, co czasem grozi rózgą, a małe dzieci odpytuje z paciorka to w Pozen Gwiazdor.

Natomiast Mikołaje Craftowe przynoszą różne różności :)

Mikołaj, który w moim imieniu zawędrował do Alveaenerle zaniósł jej rameczkę na zdjęcia. Zrobioną wg przepisu znalezionego u Eight, z dziecięcej książeczki.
Ramka ma wymiary ok 10x10 cm, szybkę i spryciarskie otwieranko, dzięki czemu można w niej wymieniać foteczki.











A do mnie Mikołaj przyniósł wykonane łapkami Martity świetne kolczyki i przeuroczy owockowy brelok.



Dzięki!

wtorek, 9 grudnia 2008

WAC I/6 - Mikazowy

Renatka postawiła przede mną zadanie chyba najtrudniejsze - bo ja strasznie nie lubię o sobie pisać ;)
Więc jak to zrobić, żeby odpowiedzieć a nie pisać za dużo? Zobrazkować, to jasne :)
I jeszcze wrzucić ankietkę, bo ankietki i zakreślanki to ja lubię akurat :)



















To już koniec albumowego zanudzania :)
Ale tylko na chwilę, bo kolejne albumy, z trzeciej tury, już przebierają nóżkami, żeby do mnie dotrzeć...

sobota, 6 grudnia 2008

WAC I/7 - Martitowy

Martita mnie trochę zagięła, bo słodkości to nie jest coś, bez czego nie mogłabym się obyć. Dość rzadko napada mnie ochota na czekoladę, ciacho czy inne takie :) No, niekiedy muszę zjeść kawałek toru :)

Są za to słodkości, które uwielbiam pasjami - miłość jest jedną z nich.

Najpierw było filcowe serduszko w słodkim (ale nie przesłodzonym) kolorze. Później powstawały stopniowo inne mechate słodkości.









czwartek, 4 grudnia 2008

Sprzedałam się :)

I przyznaję się do tego bez poczucia winy ;)

Bardzo, wręcz ekstremalnie rzadko robię coś na sprzedaż/zamówienie/dla kogoś. Nie lubię i już. Zrobić coś w prezencie, ot tak - bardzo proszę. Ale jeśli tylko pojawi się element zobowiązania - choćby obietnica... cały zapał opada. Straszne, nie?

Tym razem było trochę inaczej. Robiłam tutka o kartkach do firmowej gazetki (dobra, to też trochę mnie blokowało i dlatego robiłam dzień przed ostatecznym terminem), technika, którą sobie wymyśliłam była nieprzewidywalna i tak świetnie się bawiłam, że z rozpędu, zamiast jednej, machnęłam kartek siedem :)

I dopiero wtedy pomyślałam, że można by je sprzedać :)
Powędrują z życzeniami do klientów jednej z Kancelarii.



















poniedziałek, 1 grudnia 2008

WAC I/8 - Roodzikowy

Ten album robiło mi się zdecydowanie najlepiej ze wszystkich. Po pierwsze dlatego, że pomysł miałam od dawna - fuks, że dało się go wpisać w "temat" albumu. Po drugie Roodej "całość" bardzo mnie inspiruje - wiem, co może się jej spodobać, co ją rozbawi, co delikatniutko podnerwi ;)

Ale też był to album najbardziej chyba czaso i pracochłonny - jak sobie to wymyśliłam, to nie sądziłam, że tak trudno będzie idee wcielić w życie :)

Z efektu jestem bardzo zadowolona. A długaśne tiiii, które usłyszałam gdy album dotarł do właścicielki wywołało już niemal euforię :)