sobota, 8 listopada 2008

ATC z szuflady

Starocie (bo sprzed roku) ale jeszcze się tutaj nimi nie chwaliłam.
Część już poszła w świat, część pozamawiana (Dziewczyny, przypomnijcie się proszę, bo mi poumykało).

A ja mam do nich stosunek sentymentalny. Bo były pierwsze i... pewnie już więcej nie będzie:)



Hehe, a na fotach jeszcze stary pędzel :)

Papier zniesie wszystko...

Czy aby napewno? U mnie ma trochę przechlapane ;)

Origamiowo szaleję dalej. Szukam - po omacku, ale coraz pewniej - nowych inspiracji. Próbuję i próbkuję.

I czasem się pozachwycam, nawet jak jeszcze nic nie zrobię. Wnikliwie obserwuję jaki ślad zostawia na papierze każdy mój - zaplanowany bądź przypadkowy - ruch.
I pstrykam. Bo czyż nie ma jakiegoś nieokreślonego uroku taka poskładana karteczka?







środa, 5 listopada 2008

Uwaga! Akcja promocyjno-motywacyjna ;)

Sama się nie chwali, to pochwalę się nią ja.
Bo zdolna bestia niesłychanie...

W tych jednych, tak prostych przecież kolczykach, Rooda zaczarowała wszystko co kocham - odrobinę umiaru i szczyptę szaleństwa, piękne słoneczne barwy i połysk metalu, prostotę kształtu i całą złożoność blasku.

I mnóstwo ciepła.

I kapkę jesieni...









I mogę się cieszyć nimi codziennie. To najpopularniejsze krople tej jesieni.

poniedziałek, 3 listopada 2008

Kasztanek, kasztanek

Roody kasztanek trafił do mnie w pierwszy weekend "miesiąca mówienia słodyczom nie". Pechowo...
Łatwo nie było, ale udało się całkiem nieźle.

Przez miesiąc cieszył mnie więc tylko swoim widokiem. A dziś nadszedł ten dzień.
Kasztanek poświęcił się dla wyższego dobra, dla wywołania głośniego mruczenia... Mmmmmm, pyszka!











Oluń, dziękuję! I zapraszam do siebie kolejne kasztanki ;)

niedziela, 2 listopada 2008

Kryształowy eksperyment

Na pomysł wpadł pan J.
I tak mnie tym pomysłem zaintrygował, że od razu się zgodziłam go zrealizować.
Łatwo nie było, papier składa się zdecydowanie przyjemniej.
Ale efekt - bardzo zadowalający!

Kryształowa snapologia jutro wędruje do swojego pomysłowego twórcy. A ja biorę się za następną, bo M. jak tylko ją zobaczył to zapragnął takiej samej :)
Ech, chłopcy...