piątek, 17 października 2008

W kółko origami

Wiem, że jak z czymś zacznę to przynudzam i przynudzam :)
Ale cóż poradzę - mam tak, że jak mnie na coś weźmie to męczę temat zawzięcie. Aż mi przejdzie :)
Póki co - trzyma. I to coraz bardziej. No bo radocha jest maksymalna jak się zrobi samemu coś, co jeszcze tydzień wcześniej było "niemożliwe". I jak pół firmy bawi się w pracy moimi kostkami :)

Poskładałam przedwczoraj dwunastościan z modułów Planka. Nie było łatwo, oj nie. Zwłaszcza pod koniec.
Ale wiem już, czego nie robić w przyszłości. Zbytniej ekscytacji po pierwsze ;)









czwartek, 16 października 2008

Mania sprzątania

A raczej głęboka potrzeba ;) bo nic już nie mogłam znaleźć...
Trochę się zdziwiłam, że po wytarganiu z regału moje kraft-stafy (nie licząc włóczek, oczywiście; te były posegregowane, opakowane, opisane i poukładane już dawno, więc ich nie ruszałam) zajęły całą kanapę (później, przez tydzień, zajmowały pół podłogi w salonie :), no nie miałam mocy poukładać je na miejsca).
Aż wreszcie nadszedł ten dzień, a był to wtorek ;)

Posegregowane "przydasie" wylądowały na półeczkach (made by ten Pan ;) czyli Tata-Budowniczy).









Przy okazji tych porządków naszła mnie refleksja następująca: bardzo mało mam do scrapowania rzeczy "gotowych", takich, które np. w zestawach kupuje się w sklepie. Zdecydowana większość to najróżniejsze znalezione/zdobyte pierdółki.
Z jednej strony to dobrze - dzięki temu nie zostawiam w sklepach dla maniaków połowy wypłaty. Z drugiej ryzykownie - takim "przydasiem" może zostać wszystko :) I później rosną te hałdy, i później trzeba to segregować...

wtorek, 14 października 2008

Jak diabeł z pudełka, a właściwie z kostki ;)

... pojawiła się fascynacja origami :)
Po łódeczkach lekko podłamana zabrałam się za moduły. I... okazało się, że to jest to!

Pudełka zaczęły się mnożyć. Najpierw powstały najprostsze, ze zwykłego modułu sonobe





Później z modyfikacjami





A jeszcze później postanowiłam też posprawdzać inne wielkości :)



Tymczasem na złożenie w bryłkę czeka kilkadziesiąt modułów Planka



Dla porządku dodać trzeba, że powstał też żuraw... albo coś żurawiopodobnego...



Nie jestem z niego zadowolona i zdecydowanie wybieram moduły :)
No bo czyż nie jest ekscytująca myśl, że może kiedyś będę mogła złożyć takie cuda?

A wszystko dzięki tej Pani i jej szkółce.
Dzięki Naith!

Więcej fotek bryłek w SEGREGATORZE.

środa, 8 października 2008

Prezencior!

Dostałam paczuszkę. Z Toskanii (czy mylę?).

Najpierw nie bardzo wiedziałam co to je...





Później przyszło olśnienie - broszka! A raczej brocha, bo do małych ona nie należy ;)
Do skromnych i takich do pracy też raczej nie, niestety... Jest raczej kartonowa, jak to mawiamy :)



Jest też absolutnie przecudna - różnorodność użytych materiałów, ich srtuktur - powala.

I zobaczcie jak zabawnie na mnie kuka :)





Bosko, nie?
Normalnie nie sposób się nie uśmiechnąć ;)



Bardzo, bardzo dziękuję!

wtorek, 7 października 2008

Danie na "wielką złość" :/

Nie nie, spoko, nie mam tak, że jak zła to jem. Ale miewam :)

A nic tak przyjemnie nie koi wściekłości jak lazania (alias lasagne).

A lazania "miliard kalorii albo i trzy" wygląda tak:





A robi się ją tak, że przygotowuje się:
(składniki dla dwóch osób na obiad i okołokolacyjne dojadanie ;) )

- ok 10 płatów makaronu lasagne
- 4 duże garście utartego sera żółtego
- duże naczynie do zapiekania i dwie patelnie - mniejszą i większą
- masła - ok 2 łyżek
- mąki tyleż
- zimnego mleka pewną ilość
- ćwierć kilo mięsa mielonego wołowego
- puszkę pomidorów, krojonych najlepiej
- cebulkę dużą jedną, albo małe 2
- oliwę z oliwek
- sól, pieprz i gałkę muszkatołową

A następnie:
Na mniejszej patelni topimy masło, dodajemy mąkę i prużymy nie rumieniąc. Zdejmujemy z gazu, wlewamy mleko intensywnie mieszając. Ponownie ustawiamy na gazie cały czas mieszając. W razie potrzeby dodajemy mleka. Przyprawiamy gałką (szczyptą dosłownie) i odstawiamy.

Na patelni większej na oliwie podsmażamy mięso. Dorzucamy do niego i szklimy drobno posiekaną cebulę. Dodajemy pomidory, przyprawy. Chwilę gotujemy i odstawiamy.

W naczyniu wysmarowanym masłem układamy kolejno beszamel, makaron, sos pomidorowy, ser. U mnie wychodzą na ogól 3 warstwy, bo naczynie jest dość obszerne.
Zapiekamy ok 20 minut (albo tyle ile każą na opakowaniu makaronu), a następne zapominamy o wszelkiej złości :)

Smacznego ;)