czwartek, 14 sierpnia 2008

Bo Aglaya na mnie nakrzyczała....

... że mam się zabrać za kończenie bliźniaka - to się zabrałam :)

Póki co jest tylko ogólny zamysł - sama jeszcze nie wiem jak bluzeczka będzie wyglądała u góry. A że zasuwam na dwójkach - to czasu do namysłu mam jeszcze sporo ;)

Na razie wygląda tak

środa, 13 sierpnia 2008

Rooda - i wszystko jasne!

Po tygodniu dotarła wreszcie do Roodej* pewna priorytetowa przesyłka ...
Roodziak przesłał mi swego czasu to foto na dowód, że "koraliki nosi". A mnie tak zafascynowało, że jest tu inna niż na co dzień (hehe, jak bym ją co dzień widywała ;) ), tak "korporacyjnie poważna", że po prostu musiałam Roodzię zescrapić



Użyłam głównie elementów z zestawu Urban Kiwi z Shabby Princess oraz pojedynczych elementów z bliżej nie zidentyfikowanych zestawów pobranych zapewne z DSP

* dla wyjaśnienia dodam, że Rooda nie mieszka na końcu świata: w Kuala Lumpur, Burkina Faso czy na Wyspie Wielkanocnej... Nie, Rooda mieszka w stolicy mojego kraju, dokładnie "315 kilometrów od drzwi do drzwi". I w ten oto sposób Poczta Polska zraziła do siebie chyba ostatnią osobę, która dotąd piersią własną skłonna była bronić jej honoru :)

wtorek, 12 sierpnia 2008

Zabawki - c.d.

Pamiętacie typologię zabawek? Wczoraj moja craft-zabawkowa kolekcja powiększyła się o zestaw 15 pieczątek i 11 tuszy do scrapowania. Ale musiałam - to była okazja, prawie za darmo... no, w sumie to niemal zaoszczędziłam kasę... ;)



Przy okazji pokazuję też absolutnie cudowne stemple metalowe, które "zza zachodniej granicy" przywiózł mi w czerwcu M. I nie wiem, co mi się bardziej spodobało - stemple same w sobie czy to, że wiedział co mi kupić...





poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Się pochwalę, a co!

Kupiłam sobie dziś książkę. I przyznaję się bez bicia, że głównie dlatego, że jest w niej m.in. tłumaczone przeze mnie opowiadanie.



Człowiek o wielu imionach. Antologia prozy bułgarskiej przełomu XX i XIX wieku
Idea, wybór, przedmowa i redakcja: Galia Simeonova-Konach, Warszawa 2007

I tylko szkoda, że nikt nas o jej wydaniu nie powiadomił (opowiadania tłumaczyłyśmy dawno temu w ramach zajęć na studiach), że nagle dowiedziałam się, że tłumaczyłam z kimś wspólnie... Ale nic to - jest :)

Kura curry :)

Jedno z naszych ulubionych dań - smakowite, że paluszki lizać, tanie (ach, moja poznańska natura) i - wbrew pozorom - bardzo łatwe i nieskomplikowane. Przepis był kiedyś w Kulinarnym Atlasie Świata GW - został przeze mnie troszkę skrócony i uproszczony - a danie nadal jest pyszka!


Fota mi się nie podoba - ujawnia jakieś grudki i w ogóle... ale wiecie co? Trudno jest fotografować na głodniaka :)

Dla dwóch osób, które jeść lubią, wypada przygotować:
- ze dwie łyżki masła (sklarowanego w dodatku :) ale wierzcie mi - Kasia też się nada);
- cebule dorodne 4 (albo więcej jak ktoś przepada za cebulą);
- czosnku 3 ząbki;
- imbir w korzeniu lub w proszku (ponieważ na ogół nie mam w domu żadnego z nich zwyczajnie udaję, że tej części przepisu nie ma ;) );
- curry w proszku. Niby, wg przepisu, dwie łyżeczki. Ja daję na oko. Zapewne tak koło pół paczki :);
- kura. Powinna być cała i wytrybowana. Tia... U mnie w potrawie lądują dwie kurze girki i jest git;
- kostka rosołowa rozmerdana w dużym kubku wrzątku;
- kartonik pulpy pomidorowej (albo mały słoik przecieru, albo puszka pomidorów - tylko trzeba je mocno rozdrobnić);
- ze trzy liście laurowe;
- 2-3 łyżki gęstej śmietanki (min. 18%).


Na dużej i dość głębokiej patelni na maśle szklimy cebule pokrojone w półplasterki, przeciśnięty przez praskę czosnek i imbir (jeśli go mamy). Zasypujemy curry i chwilę smażymy (to jest ten moment, w którym po raz pierwszy niemal umieramy z głodu przez zapach...). Po chwili dodajemy kurę i lekko rumienimy ją wszechstronnie. Całość zalewamy następnie bulionem z kostki, pulpą pomidorową, dodajemy laurowe liście. Jeśli patelnia nie była duża i głęboka przed tymi czynnościami koniecznie przekładamy całość do rondla. Naczynie przykrywamy, zmniejszamy gaz - najlepiej postawić garnek na płytce - i zostawiamy na gazie na godzinkę. Mniej więcej. Po upływie tej godzinki rozprowadzamy w sosie śmietanę, delikatnie zagotowujemy i gotowe!! Piszą, że najlepsze jest dnia następnego po odgrzaniu i faktycznie... Ale udało mi się to sprawdzić tylko raz :)

Smacznego!

Edit:
Na życzenie Roodziaka - pulpa :)