Ponieważ oboje z M. nie przepadamy za potrawami gotowanymi z dodatkiem wina (ani żadnego innego alkoholu) w zasadzie potrawa jest tylko inspirowana tym, co wymyśliła Nigella. Zamiast wina zastosowałam bulion, do tego - o zgrozo! - z kostki. Wstyd, nie? ;)
Ale co mi tam - i tak było przepyszne! Oblizywanie paluszków i walka o ostatniego ziemniaczka - obowiązkowe!




Przepisu nie podaję - ja tylko zgapiałam od Martyny :)
A, bym zapomniała. Wprowadziłam jeszcze jedną innowację - ponieważ w ostatniej chwili skapnęłam się, że nie mam żadnego tymianku, zastąpiła go mieszanka do drobiu Knorra. I też było ok :)









