niedziela, 29 czerwca 2008

No nie wiem, mnie to jakoś nie przekonuje :)



Zwłaszcza, że jeszcze wczoraj zwiedzałam Gdańsk w towarzystwie przemiłej archeolożki Kasi




Dzięki której i ja pobawiłam się w archeologa (hmmm, zasadniczo zabawa przeznaczona była dla ciut młodszych dzieci ;))



Moczyłam nogi w Bałtyku (a, to w sumie już dzisiaj było ;))



I piłam pyszne drinki w fantastycznym towarzystwie - bo wszystkie Kasie to super dziewczyny (choć czekanie na napoje wymagało sporej cierpliwości ;))

piątek, 27 czerwca 2008

czwartek, 26 czerwca 2008

Najbardziej odjechany kolor świata.

Przynajmniej w kategorii "jedzenie" ;)

Jak dla mnie botwina sama w sobie byłaby wystarczającym powodem istnienia upałów. A przecież jest jeszcze tarator! ;)



Na życzenie Spinki - przepis.

Dla dwóch żartych osób:
2 duże kefiry (takie jakie lubicie, ja biorę Kościan 0%)
1 pęczek botwiny
1 pęczek cienkiego szczypioru
1 pęczek naci pietruszki
1 pęczek koperku
4 jaja
sól, pieprz, odrobina soku z cytryny


Buraczki z botwiny obrać, utrzeć na tarce o dużych oczkach, wrzucić do garnuszka. Wybrać ładniejsze łodygi i liście (ok 1/3 całości z pęczka), pokroić łodygi w kosteczkę, połowę lisci w paseczki(resztę wyrzucić). Dołorzyć do buraczków, zalać wodą (tylko tyle, żeby przykryło), gotować przez ok 10-15 min. Wstawić garnuszek z burakami do lodowatej wody i mieszać do ostygnięcia. W czasie gdy buraki się gotują drobno posiekać zieleninę. Wymieszać z kefirem. Dodać wystudzone buraki wraz z sokiem. Wymieszać, przyprawić odrobiną soli i pieprzem oraz sokiem z cytryny. Wstawić do lodówki na min. pół godziny. Podawać z przekrojonymi na połówki jajami na twardo.

PS. W dziedzinie ogórków małosolnych odniosłam dziś spektakularny sukces - w pracy określono je jako mistrzowskie!

środa, 25 czerwca 2008

Współpracy ciąg dalszy :)



A myślałam, że te świrle są do niczego ;)
Widać wprawne ręce i z kamienia zdobią diament!

Naszyjnik oczywiście hand-made by Gagu.

wtorek, 24 czerwca 2008

Jak mawia Kłapouchy...

"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma..."

"...ale prezenty zostają" - jak mawia Rooda ;)

No to zobaczmy :)

Czosnek od M. zabił mnie dokumentnie :)



Wpadła też Berga. Z pudełeczkiem...



... i cud-broszką



Hmmm, fajnie, nie?



Oraz to "o czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna" :D



W tym miejscu raz jeszcze dziękuję wszystkim, za morze życzeń, które dostałam!